Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samodzielność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samodzielność. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 maja 2014

Budyń jaglany

pełni w naszym domu kilka ważnych ról. Najważniejszej (pyszny deser, Elka uwielbia, mniam!) towarzyszą drugorzędne, ale nie mniej znaczące. Jest to potrawa zdrowa, dobra dla mleczno-jajecznych alergików, a przede wszystkim łatwa i szybka w wykonaniu. Jasne, ze wszystko wymaga pomocy, ale na tyle dyskretnej, że pozwala Eli poczuć sprawczość. Dlatego, kiedy Ela znacząco kręci prawą rączką (gest: gotować) często do menu wjeżdża złoto naszych pól, czyli jagły. Dziś dodatkowo budyń pełnił rolę obiektu dla fotoreportera.

Zasadniczo przepisy mamy z moich ulubionych blogów kulinarnych: smakoterapii, jadłonomii, czterech weganów itp., ale w rzeczywistości przepisy traktujemy luźno, wrzucając do blendera, co nam wpadnie w łapę, oczywiście w granicach rozsądku, nie jak pejsek a kočička :)

I tak dziś zamieniamy się w blog fotokulinarny. 

Zdjęcie nr 1 Ela wykonała całkowicie samodzielnie

Zdjęcie nr 2 z podpowiedzią i lekkim nakierowaniem rączki

Nr 3 zrobiła mama, aby pokazać naukę przekładania z jednego pojemnika do drugiego 
(Ekhem, ykhym, ta wybitna jakość zdjęcia...)
Nr 4 i nr 5 jak 1 i 2 czyli po lewej całkowicie samodzielnie, po prawej z niewielką pomocą


I to samo na zakończenie


Pychota!

czwartek, 3 kwietnia 2014

Szczęśliwym pierwszakom

mówimy stanowcze tak :) 

W ostatnich tygodniach odbyło się małe podsumowanie pobytu Eli w szkole - omówienie realizacji IPETu (Indywidualny Plan Edukacyjno Terapeutyczny) najpierw z panią wychowawczynią, wczoraj z panią psycholog. Rachunek sumienia zrobiliśmy też my. Jest świetnie :) Ela dobrze zaaklimatyzowała się w szkole, w żadnej dziedzinie nie nastąpił regres ani zastój, a szybsze lub wolniejsze postępy obserwujemy w dziedzinach: 
- dużej motoryki - Ela coraz sprawniej chodzi, coraz lepiej radzi sobie też na schodach, 
- społecznej - mniej jest napięć i stymulacji w kontaktach z dziećmi,
- poznawczej - wyraźnie nabywa nowych wiadomości o świecie, 
- samoobsługowej - jest coraz samodzielniejsza w czynnościach dnia codziennego, 
I pewnie wielu innych, których nie potrafię mądrze nazwać :) 

W dziedzinie samopoczucia zdanie "Ela jest pogodną dziewczynką" (od tego zdania zaczynają się niemal wszystkie posiadane przez nas opinie psychologiczne i pedagogiczne Eliški) ma swoje najpełniejsze uzasadnienie. Uśmiech od ucha do ucha nie schodzi z buzi. I - prawdę powiedziawszy - to jest dla mnie osobiście najważniejsze. W wychowaniu Eli zależy nam bowiem na tym, żeby była na ile to możliwe samodzielna, nauczyła się tyle ile jest w stanie oraz była w tym wszystkim szczęśliwa. Mówiąc o dzieciach niepełnosprawnych często słyszymy, że dużo pracują. To prawda. Te wszystkie zajęcia, rehabilitacje to ciężka praca. Bardzo nam zależy, żeby Ela czerpała z nich (i w ogóle z życia) radość. Na razie mam wrażenie, że ten punkt spełnia z wyróżnieniem.

To, na co trzeba nadal kłaść maksymalny nacisk to komunikacja. To nasza pięta achillesowa. Ela bardzo dużo rozumie i to w dwóch językach. O wiele mniej natomiast potrafi przekazać otoczeniu. Do komunikacji używa gestów i obrazków (jest zupełnie niema), ale zbyt mało. Czasem szczątkowo, czasem przypadkowo, często schematycznie. Jest to dziedzina, którą już od dawna mamy za priorytetową, ale efekty jeszcze nie te.

czwartek, 30 stycznia 2014

I tak doczekaliśmy się

 fot. tata

pierwszej zimy, podczas której Ela prawie nie choruje, a z radością co rano biegnie do szkoły, skąd po południu trudno ją wyciągnąć :) Jak zmieniła się przez ostatni czas? Dużo lepiej chodzi - zdarza jej się już całkowicie samodzielnie wejść na schodek czy krawężnik, podtrzymywana za ręce fajnie podskakuje, po schodach coraz lepiej chodzi naprzemiennie, a nawet próbuje schodzić naprzemiennie trzymając się tylko jedną ręką poręczy. Dużo i chętnie komunikuje - ostatnio często powtarza zdanie "co robić?" - to oczywiście dwa gesty, z tym, że o ile "robić" to uderzanie jedną zwiniętą pięścią w wierzchołek drugiej, o tyle "co" wymaga utworzenia z kciuka i palca wskazującego kształtu litery "c" i przesunięcia tak ułożonej dłoni ku sobie. Zdanie to oczywiście te dwa gesty jeden po drugim. Gestów zresztą zna już moc. Tablica do komunikacji to też przyjaciel, szczególnie w sytuacji, gdy rozmówca nie zna gestów - wówczas mowę zastępuje pokazywanie obrazków. Nadal kocha planszówki. Ostatnio hitem są Laleczki, przy której to grze nauczyła się wprawiać w ruch wirującą strzałkę.  Nie ma problemu w oczekiwaniu na swoją kolejkę, a do gry często zapraszany jest Prosiak - pierwsza zabawka, którą Ela antropomorfizuje. Takie niby nic, a cieszy. To są po prostu te małe-wielkie kroczki w szeroki świat :)

Oldskulowo byłoby to tak:


poniedziałek, 31 grudnia 2012

Światełko w tunelu?

Fakt nr 1: Dwa tygodnie temu całkowicie odstawiliśmy Kepprę i Ela pozostała bez leków przeciwpadaczkowych.
Fakt nr 2: Odstawiona poprzednio (już dawno) Depakina wyzwoliła Elę z pewnego rodzaju otępienia.
Fakt - niefakt, bo to młody lek: Keppra nie powoduje tego rodzaju otępień (dlatego zresztą została Eli dana), acz żaden p/padacz  nie jest obojętny dla zdrowia i rozwoju...

A teraz: to be(lieve) or not to be(lieve)?

Od kilku dni obserwuję (poza glutami do pasa, ale to szczegół niegodny uwagi :) pewną istotną zmianę w Córeńce. Jakby kolejne obudzenie świadomości. Piszę to mocno niepewnie, sprawa chwiejna, ale pojawiły się niepokojąco radosne tropy....
Przed Wigilią kupili z tatą chojocka. Kiedy przyszło do montowania, okazało się, że super-ultra-hiper stojak do drzewka ma starcze dolegliwości i tata gwałtownie potrzebuje śrubokrętu, matka wyszła, została latorośl, przed którą - ze zrozumiałych względów - szafka z narzędziami pozostaje terra incognita. Ale była otwarta, bo - ze zrozumiałych względów - czegoś w niej tata szukał. Zaryzykował. Podał marszrutę i opisał położenie pożądanego utensilium. Korygował odstępstwa. Żeby nakierować używał nazw przedmiotów i kolorów. I.... szybko dostał, czego chciał. Hm.
Dwa dni temu Ela całkowicie samodzielnie ubrała skarpetkę (duże osiągnięcie), ale nie w stopnym ocieplaczu rzecz. Rzecz w tym, że po fakcie rozpromieniła się z zachwytu nad swoją genialnością i popatrzyła na mnie czekając na oklaski (sąsiedzi świadkiem, że były :)
Dziś jadła pierogi ze szpinakiem. Poproszona (prawa dłoń objęła lewy nadgarstek = gest "pomóż") pokroiłam. Mikrus spałaszował i natychmiast mocno zastukał końcówkami zebranych palców obu dłoni o siebie (gest "jeszcze"). Dołożyłam. Elka wzięła łyżkę i widelec i - popatrując to na talerz, to z triumfalnym uśmieszkiem na mnie - zaczęła niby kroić. Niesłychane! Przypadki? Ufo? To be(lieve) or not to be(lieve)?
That is the question...

niedziela, 18 listopada 2012

Už je listopad...

Už je listopad, čas běží a my jsme zase dlouho nic nepsali. Eliška pilně chodí do školky, tento týden byly s maminkou na velké výpravě ve Vratislavi u paní Regnerové, která nás teď učí Elišku masírovat tak, aby se zvětšily její šance začít mluvit. Zdá se nám, že je Eliška méně nemocná, než byla loni: tehdy nechodila do školky celý říjen, teď jen půl. Zato minulý týden byl poplach - volali nám ze školky, že Ela nechce chodit, jednu nožku zvedá, jakoby ji bolela, a vůbec nějak není ve své kůži. Maminka měla naštěstí ten den už po práci, hned pro Elišku jela a ještě to stihly k paní doktorce. Nic se nenašlo, ale Eliška opravdu jakoby kulhala. Přes víkend se to zlepšilo, ale i tak jsem s ní ještě v pondělí zůstal doma a nechali jsme si udělat sedimentaci (v naší ulici je diagnostické středisko, kde se dá za drobný poplatek udělat celá řada vyšetření). Vyšla dobře a tak od úterka Eliška chodila zase do školky a zdá se, že se zatím nic neděje. Co to mohlo být? Udeřila se? Nevíme. Pokud jde o nachlazení, vidíme jeden důležitý pokrok - dřív, když Ela zakašlala nebo kýchla, pravidelně tím začínalo nachlazení se vším všudy, které jen málokdy nekončilo antibiotiky. Teď se nám už asi dvakrát stalo, že Ela měla rýmu, ale stačilo pár dní doma, nějaký ten sirup a zase zpátky do školky. Sláva! :)

niedziela, 23 września 2012

Zgodnie z pradawną

zasadą kochanowskiego zdrowia, mickiewiczowskiej Litwy czy - nieco bardziej plebejsko - żydowskiej kozy uwielbiam chwile normalności. Kiedy krasnal siądzie mi na kolanach i prześledzi całego Kopciuszka w "Grotesce" ani razu się nie kiwnąwszy, bez trzęsienia, spinania, spazmowania. Nie potrzebuję fajerwerków - jestem najzupełniej szczęśliwa, gdy widzę jak Ela spokojnie patrzy, bez przesadnych emocji chłonie znaną treść, a nawet z własnej inicjatywy konwersuje: przed spektaklem łapkami przepowiada przyszłość (po zajęciu miejsca, gdy orientuje się gdzie jest - klaszcze. Później Elusiu, po spektaklu będziemy bić brawo, prawda? - Tak, położona na głowie łapka pomaga głowie się pochylić), pokazuje bohaterów (Gdzie Kopciuszek? Gdzie myszki? - Tu, tam, wskazuje paluszek), informuje mnie co będzie dalej (wyciągnięte przed siebie, ułożone równolegle do siebie otwarte dłonie huśtają się rytmicznie w prawo i w lewo - Książę będzie tańczył z Kopciuszkiem? - Tak, odpowiada znów wędrująca na głowę łapka), a na zakończenie będąca w fazie wszystko na nie panna Ela robi okienko z palca wskazującego i kciuka, pozostałe trzy podnosząc do góry w geście o.k., co ja pozwalam sobie zinterpretować jako fajnie było, mama, w porządku. Szczególnie, że na pytanie czy jeszcze tu wrócimy pięć paluszków obu rączek składa się i złożone uderzają o siebie wypowiadając jeszcze, jeszcze. Niby nic, a jaka radość :)

piątek, 14 września 2012

Kolejny turnus rehabilitacyjny

za nami. Drugą połowę sierpnia Elka spędziła w bydgoskim Neuronie, gdzie już po raz trzeci całymi dniami ćwiczyła, ćwiczyła i ćwiczyła, na szczęście z reguły z przyjemnością i ochotą. W sprawach fizyczno-gimnastycznych jest już naprawdę dobrze - Ela chodzi sama po coraz trudniejszych powierzchniach, nawet po drogach bitych i po bruku, jeszcze na dość szerokiej podstawie, jeszcze nie umie sama wejść na krawężnik, czy na schody, boi się zmian nawierzchni,powierzchni nachylonych itp. ale umówmy się, że to już kosmetyka, do wypracowania. Najważniejsze, że jest coraz bardziej samodzielna. Nadal jednak sporo się kiwa, trzęsie i autostymuluje na różne inne sposoby - ciężko z tym walczyć, mam wrażenie, że cały czas trochę błądzimy we mgle, a może tylko nie ma na to cudownego sposobu? Dużo myśleliśmy też o komunikacji. Ela ani myśli mówić, czas więc zdecydować na co stawiamy. Do tej pory kombinowaliśmy trochę obrazki, trochę gesty, cały czas używając oczywiście mowy, którą Ela w dużej mierze rozumie. Po długich rozważaniach, analizie wszystkich plusów i minusów znanych nam metod komunikacji, zdecydowaliśmy, że postawimy na gesty Makatonu, których już od dawna zresztą używamy. Zainteresowaliśmy się też językiem migowym, z którego gestów Makaton wyraźnie czerpie - wiele jest takich samych, ale niektóre trudne migowe Makaton upraszcza. Fajnie byłoby gdyby Ela nauczyła się języka migowego, który jest na pewno szerzej znany, ale jednak wymaga większej dokładności wykonania. Elich ćwiczy:

czwartek, 2 sierpnia 2012

Kilka zdjęć…

…których w ostatních dniach nie udało nam się zrobić: Elka w co najmniej o dziesięć numerów za dużych kaloszach po prababci i pod równie wiekowym parasolem tupie radośnie w kałuży, a na niebie – wierzcie nie wierzcie – dwie tęcze: jedna wyraźna jak z dziecięcej malowanki, druga bardziej wypłowiała, ale jest – wszyscy widzimy; siedzi w wielkiej misie pełnej wody i z szalonym śmiechem wylewa sobie na głowę coraz to nowe kubełki wody; z lubością objada się leśnymi malinami; bez przyzwiązanych nóg, samodzielnie pokonuje na rowerze całkiem spory kawałek (ok. 10m?); gania na dwugodzinne spacery po lesie – jasne, że raczej za rączkę i w akompaniamencie licznych bajek (Nie ma bajki, nie idę! – nie musí mówić, żebyśmy zrozumieli ten przekaz, więc trzymamy się wersji Jest bajka – idę); umie pokazać po makatońsku dziadek i babcia (to dwugesty!) i twórczo je stosuje, wskazując nie tylko własnych prarodziców, ale też dziadków świnki Peppy, czym dowodzi zrozumienia przedmiotu i chęci dalszej nauki… Słodzę? Pewnie, że tak. Nawet lukruję i na wierzch kładę cały słój wisienek. Lubię to.

sobota, 7 kwietnia 2012

Oto przed Państwem

Zgrany duet wesolych piekarzy


Ale i Zosia Samosia Piekareczka Zawolana sobie świetnie radzi :)


Mama, weż no się odmamuj z tym aparatem, Swieta idą, nie widzisz?!

To ja się odmamowuję. Dodam tylko szybko wyniki analizy statystycznej-socjologicznej z ostatnich dni. Otóż "ma-ma-ma-ma" jest słowem-wytrychem, slużącym glównie do komentowania rzeczywistości, czasem wyraża pragnienie, ale czasem też, choć często po podpowiedzi i filozoficznym namyśle - mnie. Przede wszystkim jest tego mamamaowania dużo, przy różnych okazjach i z własnej inicjatywy mademoiselle J. To świetne wieści, n'est-pas?

sobota, 31 marca 2012

Czyżbyśmy się doczekali...

... pełnej intencji komunikacyjnej połączonej z odgłosem paszczowym? Aż się boję cieszyć i mieć nadzieję, że to prawda... Ela otóż wczoraj raz, a dziś drugi podeszła do mnie, gdy byłam zajęta czymś innym, pociągnęła za spodnie i powiedziała "ma-ma-ma". Tak, tak! Powiedziała. Po-wie-dzia-ła. Buzią.*
W najbliższym czasie dam znać, czy to nie przypadek. Trzymajcie mocno kciuki!

___________________________________________________
* Ela ma 6 lat i 2  miesiące - nie mówi, komunikuje się niewerbalnie

piątek, 13 stycznia 2012

Podsumowanie roku 2011

następuje z opóźnieniem, za które bardzo Was, kochani czytelnicy, przepraszam. Spróbuję porównać, czego nauczyła się Elcia na przestrzeni ostatnich dwóch lat. Proszę pamiętać, że ona wszelkie umiejętności nabywa bardzo, bardzo powoli - o wiele wolniej niż przewidują podręczniki obsługi małego dziecka. Niedługo na torcie pojawi się sześć świeczek, a mentalny torcik nie dobija jeszcze do trójki. Tym niemniej Ela idzie naprzód a każdy jej mały kroczek dostarcza nam wielu radości :)

Oto stan na koniec grudnia lat:
2009: Ela sprawnie chodzi za jedną rączkę.
2010: chodzi sama wyłącznie po twardym i gładkim podłożu.
2011: chodzi sama po różnych podłożach (podłoga, dywan, asfalt, płytki chodnikowe), choć po miękkich (trawa, piasek) jeszcze niepewnie. Chodzi coraz szybciej, ale boi się zmian podłoża. Zdarza się, że na na spacerze puszcza rękę dorosłego wyraźnie sygnalizując "ja sama". Wchodzi i schodzi ze schodów trzymając się poręczy, ściany albo za rękę. Umie tupać (tupie też na polecenie "podskocz") i - z oparciem - stanąć na jednej nodze.

2009: nauczyła się pedałować na trójkołowcu.
2010: umie pedałować, kierować i hamować na dwukołowcu z bocznymi kółkami.
2011: doskonali te umiejętności, ale nie pojawiło się nic nowego ani spektakularnego. Stopy nadal muszą być unieruchomione za pomocą pasków na pedałach i cały czas trzeba rowerzysty pilnować.

2009: potrafi wchodzić i schodzić z krzeseł, kanap i foteli oraz huśtawek i tp. sprzętów bez żadnej pomocy.
2010: przy w/w czynnościach stara się przyjąć pozycję w miarę bezpieczną.
2011: w/w doskonali oraz uczy się samodzielnie huśtać - na razie trzeba cały czas komenderować "nogi do przodu - do tyłu - do przodu - do tyłu -..." - z tą pomocą Ela ładnie się huśta, bez niej jest ciężko.

2009: przestała łapać, ściskać i szczypać dzieci - uczy się z nimi bawić
2010: poprzednie zdanie anulowane - Ela nadal dąży do silnego ściskania dzieci.
grudzień 2011: W dziedzinie stosunków społecznych był to najgorszy, najtrudniejszy, po prostu koszmarny rok. Ela na widok dzieci niezwykle często "wpadała w trans":  trzęsla się, kiwała, gdyby jej pozwolić doprowadzałaby się do hiperwentylacji. Mocno łapała i ściskała dzieci. Nie dążyła do zabawy z nimi - traktowała je jak przedmioty - obiekty do oglądania, obmacania i źrodło silnych autostymulacji.  Mimo, że pilnowana wielokrotnie doprowadzała do nieprzyjemnych (a nawet niebezpiecznych) sytuacji. Ma na koncie ugryzienia, popychania, ciagnięcia za wlosy, za ręce... Jestem głęboko wdzięczna rodzicom i pracownikom, którzy nigdy nie wywiesili przed przedszkolem transparentu "Elich go home!", podczas gdy my bez większych efektów mnożyliśmy próby naprawy problemu - masaże, dociski, nieusatnne bycie 'cieniem' Eli ... Ostatnio dodaliśmy Eli dwie terapie - wygaszanie przetrwałych odruchów (masaże i ćwiczenia) oraz dogoterapię, z nadzieją, że może może.... I....

9-13 styczeń 2012: pierwszy (po świętach i chorobie) tydzień przedszkola - Ela nie ta sama. Spokojniejsza. Nie rzuca się na dzieci. Nie wpada w transy. Przez tydzień żadnej negatywnej uwagi. To fakt - sama widzę tę zmianę, gdy Ela przebywa w "przestrzeni publicznej".  Jeszcze nie chce mi się wierzyć....

I jeszcze krótko o innych wielkich drobiazgach: Ela przestała bać się wody i pokochała basen, doskonali umiejetności samoobsługowe (ubieranie, mycie, jedzenie), słucha długich bajek, które każe sobie czytać, nauczyła się poslugiwać myszą komputerową, umie włączyć przegladarkę internetową i ulubione gry, umie posmarować kanapkę.

Per aspera ad astra...
Kiedy staram się ogarnąć myślą ludzi, dzięki którym Ela robi postępy a my nie upadamy na duchu, widzę wielki tłum lekarzy, rehabilitantów, psychologów, pedagogów, logopedów, pracowników przedszkola, krewnych, przyjaciół i znajomych królika, a także wielu darczyńców i tych, którzy przekazali na rehabilitację Eli swój 1% finansując tym samym wiele kosztownych zabiegów rehabilitacyjnych. To dopiero cud!
Bardzo Wam dziekujemy!

środa, 11 stycznia 2012

"Nie ma miłości bardziej uczciwej...

niż miłość do jedzenia" - Elusia ochoczo przytakuje tej tezie G.B.Shawa. Lubi przesiadywać w kuchni, lubi jeść, gotować naprawdę i na niby i w taki sposób ćwiczyć orientację w sytuacjach dnia codziennego, samodzielność i małą motorykę. A kto by się przejmował krajobrazem po bitwie!

Babičko, sekaná mňam!

I co tam?
Naše první linecké 

Obwieszona piernikami choinka w rzeczywistości wygladała dużo ładniej

Dzisiejsza kolacja 
-> na tym zdjęciu chodzi o to, że Ela nauczyła się samodzielnie smarować kromki ;-)
Smacznego :)

czwartek, 22 grudnia 2011

"Krok po kroczku, najpiękniejsze w całym roczku....

idą Święta" , że się posłużę klasykiem Trójki.  W wirze przygotowań życzymy Wam samych radosnych przedświątecznych chwil, takich jak poniżej:



środa, 7 grudnia 2011

Lustereczko powiedz przecie...

Wracam dziś z krasnalem z przedszkola, zimno niby nie jest, ale kurtka, czapka i szalik wiadomo, obowiązkowe. Po drodze wstąpiłyśmy do spożywaczaka, więc mamy jeszcze torby. Wchodzimy do domu, mała sroczka jak zawsze gna przed lustro, ja mówię: "Elcia rozbieraj się, pani Kasia (logopeda) zaraz przyjdzie" i idę do kuchni (kto zna, wie, że daleko nie mam), odkładam siaty, ile mi to zajęło? Dziesięć sekund? No może wyjęłam z siatki jakiś produkt - to piętnaście? Wracam, a tu przed lustrem stoi moja sroczka w samym swetrze, kurtka na ziemi, na niej w artystycznym nieładzie szalik i czapka, właścicielka powyższego kryguje się przed własnym odbiciem a z głębin tradycji płynie: "lustereczko powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy na świecie". Dla wzmocnienia wrażenia dodam szczegóły techniczne: kurtka jest na zamek błyskawiczny a czapka wiązana pod brodą. Mała rzecz a cieszy :)

środa, 30 listopada 2011

Jekyll i Hyde powraca(ją)

Nie tylko znawcy literatury anglosaskiej ale i uważni czytelnicy opisu Elusiowych przygód wiedzą kim są Jekyll i Hyde, szczególnie w wydaniu mademoiselle Jokes...

Jekyll triumfuje - samodzielnie obsługuje komputer posługując się prawdziwą, w żaden sposób nie dostosowaną myszą. Ledwie przed miesiącem pozbyliśmy się switcha, bo krasnal nauczył się klikać i przesuwać mysz, a tu nagle okazuje się, że nie tylko obsługa obu przycisków i kółka to łatwizna dla noworodków, ale przeglądarka internetowa zaczyna mieć coraz mniej tajemnic. Hm. A na deser prawie samodzielnie wyciśnięty sok owocowy. Mniam!






Super, nie?
Ale gdzie by tam Hyde dała za wygraną... ona tylko patrzy jak oddać wet za wet. Nasiliły się problemy w przedszkolu: coraz więcej stereotypii ruchowych (kiwania się, które zresztą trochę widać na drugim filmie przy komputerze), spazmatycznych skurczy, brak zainteresowania zabawkami, bardzo nasilone próby ściskania i łapania dzieci, a wczoraj ugryzła dwoje dzieci :( Do tego nieustannie rączki w buzi - czasem nawet obie naraz... katastrofa... I nikt nie umie znaleźć drogi do tych wariacji Hyde... Dlaczego tak robi i jak jej pomóc zachowywać się w cywilizowany sposób... Wpadamy raz po raz na jakieś tropy - kontynuujemy masaże, dociski, kontrolujemy jej zachowania w obecności dzieci, inicjujemy zabawy - i jak na razie każda droga kończy się ścianą, że tylko łbem walić... Kolejną iskierkę nadziei budzi nowy pomysł pań w przedszkolu - wideotrening. Pani Kasia będzie na wideo nagrywać trudne zachowania Eli, po to, żeby fachowcy mogli zobaczyć to na spokojnie, bez obecności słodkiego gryzonia i znaleźć jakąś prawidłowość i środek zaradczy. Jedno nagranie już się odbyło, kolejne jutro. Oby się udało coś znaleźć!